Neverland
суббота, 4 июня 2011 г.
Esej "Jestem tłumaczem". Tamara Czagajewa.
Prawo autorskie należy do Pani Tamary Czagajewej oraz Agencji "Prima Vista".
Tamara Czagajewa. Jestem tłumaczem.
Jesień 1999-go. Nikt już nie wątpił, że tuż-tuż wybuchnie druga czeczeńska. Nastrój ludzi odpowiadał sutyacji: ludzie, w tym dzieci, mało się uśmiechali, ci, którzy w lutym 1944 byli deportowani, przypominali sobie te wydarzenia i próbowali stworzyć jakąś analogię z dniem dzisiejszym, a jeżeli ktoś dostawał wiadomość z domu, ludzie od razu podchodzili i zaczynały się pytania - co tam i jak.
Co do mojej sytuacji, to trzeba wyjaśnić, że część naszej rodziny okazała się w Centrum rozmeszczenia uchodźców w jednej z sąsiedzkich republik. Centrum znajdowało się w opuszczonych sanatoriach. I stamtąd w najbliższym czasie mieliśmy wyjechać - federalny urząd migracyjny zrezygnował z wypłacania pieniędzy na utrzymywanie uchodźców. Tak i mieszkaliśmy - od jednej złej wiadomości do innej, od jednej groźnej propozycji opuścić sanatorium do innej, mniej groźnej, darującej nadzieję.
Głównym moim schronem tych czasów była biblioteka sanatorium, która posiadała niewiele książek. Jednak, na szczęście, tutaj zawsze można było znaleźć coś z literatury klasycznej. Jednocześnie miałam okazję, aby przeczytać to, czego z różnych przyczyn nie udało mi się przeczytać ani w szkole, ani podczas studiów. Czym jeszcze można się zajmować, jeżeli wszystkie próby znalezienia pracy nie osiągnęły sukcesu. Pożegnałam się z ostatnimi iluzjami, kiedy redaktor naczelnyj pewnej gazety znacząco ukazawszy palcem na sufit powiedział: "Chętnie zatrudniłbym panią, ale tam się nie zgodzą".
Po raz kolejny zwiedziwszy bibliotekę, zdecydowałam obejść budynek z innej strony: tam była ścieżka, która ciągnęła się prosto do drogi i było mniej zarośli. I tutaj zwróciłam uwagę na stos książek, który stał akurat pod ślepwaym oknem biblioteki. Prawdopodobnie one leżały tu nie od wczoraj, nie raz mokły pod deszczem, nie raz suszyło je słońce. W większości to były utwory klasyków marksizma-leninizma, niegdyś zajmujące najbardzej honorowe miejsce na półkach, a teraz wyrzucone z bibliotecznych zasobów jako niepotrzebny gruz.
Oglądając grzbiety książek, zróciłam uwagę na znaną wszystkim brązową okładkę. To był słownik rosyjsko-czeczeński i czeczeno-rosyjski, którego w tym czasie nigdzie nie można było znaleźć. Byłam bardzo zadowolona z tego, że go znalazłam. Książka była w porządku, tylko okładka była wygięta na zewnątrz. Ale to łatwo było poprawić: już wiedziałam, jak to zrobić. W takich przypadkach zawsze kładzie się na książkę coś ciężkiego i następnego dnia książka już ma odpowiedni wygląd.
Kiedy wspinałam się po ścieżce, ciągle myślałam. Ciekawa byłam, czemu wyrzucono słownik, który mógł jeszcze długo służyć? Przecieź słowniki, szczególnie w takim dobrym stanie, zazwyczaj się nie wyrzuca. To proste pytanie doprowadziło mnie do smutnego wniosku: znaczy, nasz język też nie jest potrzebny? Chyba ci, którzy wyrzucali książki, zdecydowali, że niech słownik nie zajmuje miejsca w bibliotecznych zasobach, gdyż naród też ma ulec zniszczeniu.
Dalej moje myśli poleciały w tym samym kierunku.
cdn
"Pan od muzyki"
вторник, 24 мая 2011 г.
среда, 18 мая 2011 г.
Kwestia mieszkaniowa zgubiła wielu mieszkańców Moskwy...
суббота, 14 мая 2011 г.
Pierwsze z listy
Lingwistyczny top
вторник, 10 мая 2011 г.
Lingwistyczny top
Proza życia jest poezją trzęsienia ziemi. I niczym innym.
воскресенье, 6 февраля 2011 г.
Уставшим 2006-м.
Было мало и громко.
Одни девчонки.
Даже слишком.
Потом мальчишка
Пришел один.
Неясно, где прочие -
Не желали шляться ночью?
Видеть других воочию?
Говорить о Сочи
или пить гренадин?
Было страшно и странно,
Как будто обманом
Были одиннадцать
(лет)
против пяти.
Кто-то вышел в тираж,
Кто-то свой поймал раж.
Для кого декупаж,
Для кого патронаш
стал мечом и оралом.
Остальное за малым.
Стать чужими легко,
Многим, кажется, не впервой
Забывать, забываться, бежать,
Разводиться, рожать,
Рисовать, расставаться, судиться...
Кто же все эти лица?!
И что будет дальше?
Через десять
(лет)
будем просить реванша?
У молодости,
Что судит нас со всей строгостью:
Мы не станем моложе и краше,
Станем старше.
Дальше
друг от друга.
И та подруга,
с которой сидел за столом,
Будет говорить о былом,
Глядя в глаза,
И в слезах
Ронять слова,
Что сказать
Уже поздно...
А ночь была звездной.
Томной...
Нескромной...
С привкусом аспирина с лимоном.
Утром никто не будил,
В комнату не ходил,
Ничего не сказал,
Потому что нам не семнадцать,
Когда веришь и ждешь,
Ночами безбожно пьешь...
Нет, все не о том.
Нам двадцать с некоторым хвостом,
Он напомнит потом,
Что юности не вернешь.
Ну и черт с ней, с чертовкой.
Неловко
Сидеть на остановке
И ждать свой трамвай
Кольцевой
В минувший 2006-й.
ночь 5-6 II 2010
Denis Dragunski "Potajemne notatki Heleny M."
- A może rzeczywiście? - powiedział Sergiej i się uśmiechnął.
"Ah to tak!" - powiedziała sobie Helenka.
Ona tłumaczyła córce, że miłość jest jedna na całe życie. Wszystko pozostałe to śmiecie, rozpusta albo jeszcze gorzej. Kiedy kobieta po prostu kocha się ze wszystkimi, to nie ma już o czym mówić. A może być jeszcze gorzej - żalosne samooszukiwanie. Te same śmiecie, tylko z kokardką.
- Nie zapraszaj więcej do nas Matwiejewa. On fatygantuje. Całuje rączki. Ostatnio wygłosił frywolny toast.
Matwiejew był starym uniwersyteckim przyjacielem. Szkoda takich tracić. Jednak pani Helena postawiła sprawę na ostrzu miecza - dosłownie "albo ja, albo on". Nawet dziwnie to zabrzmiało. Pan Sergiej uległ: czasami kobiety lepiej czują, naprawdę.
Po ratownikach i milicji przyjechali, aby zabrać ciało.
Panią Helenę uniesiono w sinim plastykowym worze.
Z rana wstał i otworzył komodę. Tam znalazły się stare grube zeszyty, i nowe notatniki też. Drobnym pismem, bez marginesów i świateł, bez liczb, miesięcy i lat, było napisane: Kocham Sergieja, kocham Sergieja, kocham Sergieja, on jest najlepszy, on jest najlepszy, on jest najlepszy.
Zmieniało się tylko pismo - od szkolnego, prawie dziecięcego, do starczego.
- Po co?! Po co?! - zacisnął pięści pan Sergiej i zapłakał po raz pierwszy w ich wspólnym życiu.
Właściwie, już po nim.