Denis Dragunski prowadzi blog na platformie livejournal.com i od czasu do czasu rozmieszcza w nim fantastyczne miniatury literackie. Czasami jego utwory mnie zachwycają, więc chciałabym tłumaczyć te rzeczy , które wpłynęły na mnie i wprowadziły w wielki podziw. To się robi z własnej chęci, nie dla uzyskania jakiegokolwiek zysku, wszystkie prawa należą do w.w. autora. Te tłumaczenia nie należy rozpatrywać jako oficjalne, ponieważ nie zwracałam się do autora za wyrażeniem zgody na tłumaczenia i umieszczenie ich w moim blogu.
"Potajemne notatki Heleny M."
Helenka Makowska zakochała się w Sergieju Kiriłłowym w liceum. On był nowy, a ona siedziała w ławce sama. Nauczycielka powiedziała mu: "Siadaj tutaj". Sergiej był wysoki, starannie uczesany. Helenka miała zielone oczy i rude kosmyczki na skroniach. Ona powiedziała mu na przerwie: "Chodź, pokażę ci naszą szkołę". Oni poszli razem po korytarzu. Naprzeciw im szła fizyca pani Klara z laborantką Isajewą. Isajewa niosła pęk przewodów, Helenka to zapamiętała na całe życie. Kiedy oni zrównali się i rozeszli, pani Klara powiedziała głośnym szeptem:
- O, jejku! Piękna para!
Helenka się odwróciła.
Isajewa też się odwróciła. Obydwie one - pani Klara i Isajewa - się roześmiały.
- A może rzeczywiście? - powiedział Sergiej i się uśmiechnął.
"Ah to tak!" - powiedziała sobie Helenka.
- A może rzeczywiście? - powiedział Sergiej i się uśmiechnął.
"Ah to tak!" - powiedziała sobie Helenka.
Helenka mówiła jemu, i jego rodzicom, i swoim mamie i ojcu, i koleżankom, i znajomym mężczyznom też, kolegom i przyjacielom rodziny - że on jest najlepszy, najmądrzejszy i najpiękniejszy w całym świecie.
Ona tłumaczyła córce, że miłość jest jedna na całe życie. Wszystko pozostałe to śmiecie, rozpusta albo jeszcze gorzej. Kiedy kobieta po prostu kocha się ze wszystkimi, to nie ma już o czym mówić. A może być jeszcze gorzej - żalosne samooszukiwanie. Te same śmiecie, tylko z kokardką.
Ona tłumaczyła córce, że miłość jest jedna na całe życie. Wszystko pozostałe to śmiecie, rozpusta albo jeszcze gorzej. Kiedy kobieta po prostu kocha się ze wszystkimi, to nie ma już o czym mówić. A może być jeszcze gorzej - żalosne samooszukiwanie. Te same śmiecie, tylko z kokardką.
Pewnego dnia Helenka (już pani Helena) powiedziała Sergiejowi (już Panu Sergiejowi):
- Nie zapraszaj więcej do nas Matwiejewa. On fatygantuje. Całuje rączki. Ostatnio wygłosił frywolny toast.
Matwiejew był starym uniwersyteckim przyjacielem. Szkoda takich tracić. Jednak pani Helena postawiła sprawę na ostrzu miecza - dosłownie "albo ja, albo on". Nawet dziwnie to zabrzmiało. Pan Sergiej uległ: czasami kobiety lepiej czują, naprawdę.
- Nie zapraszaj więcej do nas Matwiejewa. On fatygantuje. Całuje rączki. Ostatnio wygłosił frywolny toast.
Matwiejew był starym uniwersyteckim przyjacielem. Szkoda takich tracić. Jednak pani Helena postawiła sprawę na ostrzu miecza - dosłownie "albo ja, albo on". Nawet dziwnie to zabrzmiało. Pan Sergiej uległ: czasami kobiety lepiej czują, naprawdę.
Prawie co wieczór pani Helena wyciągała z komody gruby zeszyt, siadała w fotel przy oknie i coś zapisywała. Spędzała tak mniej-więcej dziesięć minut. Potem zamykała zeszyt w komodzie. Na wszystkie pytania odpowiadała: "Nic takiego, dzienniczek... Przecież jesteś porządnym człowiekiem, nie będziesz czytał obce notatki?" Pan Sergiej kiwał.
Pani Helena umarła niespodziewanie: o pólnocy nagle powiedziała, że w głowie się kręci, i koniec.
Po ratownikach i milicji przyjechali, aby zabrać ciało.
Po ratownikach i milicji przyjechali, aby zabrać ciało.
Spod poduszki coś wypadło. To był klucz.
Panią Helenę uniesiono w sinim plastykowym worze.
Panią Helenę uniesiono w sinim plastykowym worze.
Pan Sergiej wrócił do sypialni i usiadł się przy oknie.
Z rana wstał i otworzył komodę. Tam znalazły się stare grube zeszyty, i nowe notatniki też. Drobnym pismem, bez marginesów i świateł, bez liczb, miesięcy i lat, było napisane: Kocham Sergieja, kocham Sergieja, kocham Sergieja, on jest najlepszy, on jest najlepszy, on jest najlepszy.
Zmieniało się tylko pismo - od szkolnego, prawie dziecięcego, do starczego.
- Po co?! Po co?! - zacisnął pięści pan Sergiej i zapłakał po raz pierwszy w ich wspólnym życiu.
Właściwie, już po nim.
Z rana wstał i otworzył komodę. Tam znalazły się stare grube zeszyty, i nowe notatniki też. Drobnym pismem, bez marginesów i świateł, bez liczb, miesięcy i lat, było napisane: Kocham Sergieja, kocham Sergieja, kocham Sergieja, on jest najlepszy, on jest najlepszy, on jest najlepszy.
Zmieniało się tylko pismo - od szkolnego, prawie dziecięcego, do starczego.
- Po co?! Po co?! - zacisnął pięści pan Sergiej i zapłakał po raz pierwszy w ich wspólnym życiu.
Właściwie, już po nim.
Комментариев нет:
Отправить комментарий